Ponieważ dzisiaj pada mam chwilkę czasu na uzupełnienie zaległych dni. Będzie to ciąg dalszy trzeciego (zawody w skokach) i czwartego (wycieczka do Wisły).
W środę około 14:00 deszcz dał sobie siana i odpłynął wkurzać innych. Obawiając się tłumu spragnionych sportowych wrażeń kibiców postanowiliśmy wybrać się na obiekt Skalite wcześniej. Seria próbna zaplanowana była na godzinę 16:00, pierwsza konkursowa na 17:00. Z prostej matematyki wyszło, że wystarczy pojawić się w sektorze stojącym o 15:00. Aby zabezpieczyć się przed śmiercią głodową trzeba było jeszcze spożyć solidny obiad, aby nie być skazanym na podskoczniowe kiełbaski, szaszłyki i grillowane oscypki w cenach zaporowych. Wszak głodny kibic kupi wszystko i za każdą cenę.
Przy ulicy Beskidzkiej znajduje się bardzo miły lokal z przyjemnymi cenami za "Danie dnia". Codziennie do dyspozycji jest coś innego, a cena za porcję wystarczającą do szczelnego wyłożenia żołądka waha się w okolicach 15-16 zł. Jak na warunki szczyrkowskie jest to kwota niska. Adres dla potomnych :) Piwnica Bar. Całe menu jest interesujące a ja osobiście rozsmakowałem się w daniu o nazwie Jadło drwala. Jest to sporej wielkości i grubości placek ziemniaczany z gulaszem. Za rekomendację wystarczy fakt, że zjedzony przed godziną 15:00 wystarczył do śniadania dnia następnego :D Można zamówić, wg menu, 1/2 porcji. Cena pełnej jest o 5 zł wyższa od dania dnia.
Koniec z kulinariami.
O 15:00 dotarliśmy pod skocznię. Krzesełka były jeszcze w 99% puste. Zrozumiałe. Za 70 zł otrzymuje się miejsce numerowane i można przyjść później. Reszta, która zgodziła się zapłacić po 40 zł za miejsca stojące przychodziła wcześniej aby wydrapać sobie odrobinę przestrzeni pod bandą :)
![]() |
| Ładny telemark, ale co ja tam wiem. |
Generalnie jednak ceny biletów do spółki z niepewną pogodą oraz brakiem sporej grupy zawodników z naszym emerytowanym już mistrzem Adasiem na czele, Simonem Ammanem (odpuścił skakanie po trawnikach) i innymi (sporo ich zakończyło karierę po obecnym sezonie) spowodowało, że w sektorach z miejscami siedzącymi do końca zawodów przeważały puste krzesełka. Słyszałem, że TV transmitując imprezę raczej nie zapuszczała się z kamerą w rejony wyglądające jak sala lekcyjna w trakcie epidemii grypy. Na całe szczęście, dla obrazu przesyłanego do domowych fanów skoków, organizatorzy postanowili wpuścić widzów sektora stojącego na fragment zeskoku średniej z trzech szczyrkowskich skoczni. W transmisji telewizyjnej wyraźniej zagęściło się od głów :)






