Tym razem na myśl przyszła mi klasyka kina, w której wykorzystano charakterystyczną górę - Devils Tower. Jej kształt prześladował bohaterów filmu. Coś nakazywało im budować jej modele. Richard Dreyfuss byłby chyba zachwycony wersją rzeszowską.
Yashica Mat 124G, Tri-x 400, D76 1+1, Espon V500 Photo.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą góry. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 lutego 2015
piątek, 8 sierpnia 2014
Wspinaczka na Obidzę
Tym razem zdjęcie produkcji żonki. Ja w tym czasie zajęty byłem rowerową wspinaczką na Obidzę http://goo.gl/maps/9jThT2
Etykiety:
góry
niedziela, 5 stycznia 2014
Rzeszów stolicą seksu
sobota, 29 grudnia 2012
Tatry Wysokie z Matysówki
W końcu, nareszcie!
Od ponad roku polowałem na widok Tatr spod Rzeszowa. Ten dzień w końcu nastąpił 29 grudnia 2012 roku o godzinie 11:16.
Po pobudce około 10:00 popatrzyłem na stronę http://www.dalekieobserwacje.eu/cam-liwocz/ widzę, że Tatry prawidłowo wyświetlają się na ekranie.
Szybka decyzja, żona nie oponowała, ubrania, do samochodu i jazda.
Gdy dojechaliśmy na miejsce widok nie był zachęcający, pojawiły się już chmury. Czyżby po raz 27 nie dane nam było zobaczyć tego na co tak długo polowaliśmy?
Nagle, coś się pojawiło, łapię za lornetkę i już wiem, są Tatry! Pełnia radości i wielki kamień z serca, bo to na co tyle polowaliśmy w końcu ukazało swe oblicze. Jeszcze kilka zdjęć, które trzeba było ciągnąć za uszy krzywymi ale efekt jest dla mnie zadowalający.
Tatry Wysokie w świetle odbitym:
![]() |
| Tatry Wysokie z Matysówki |
niedziela, 29 stycznia 2012
Kasprowy Wierch
Pobudka, skok do okna, roleta w górę - jest! Czyste, błękitne niebo, widać góry. Plan był już gotowy od kilku dni, czekał tylko na znak-sygnał z Ministerstwa Rozdziału Burz i Gradobicia (MRBiG). Tak, to dzisiaj był ten dzień aby wjechać na Kasprowy Wierch i napawać wzrok rozległymi krajobrazami. By nie tracić czasu wsiedliśmy do jednego z busów, które stadami podjeżdżały na przystanki i zabierały chętnych na wyprawę do Kuźnic. 4 zł od osoby to w końcu nie dużo jak za wygodę bycia odstawionym prawie pod kasę. Na miejscu rzuciła się w oczy kolejka do kolejki. Skromna, około godziny stania. Ajjj, zapomnieliśmy lornetki, trudno.
Słońce przygrzewało, śnieg się skrzył, można poczekać. Im bliżej było kas biletowych tym robiło się ciaśniej. Na stojący cierpliwie ogonek napierały co i raz hordy barbarzyńców, którym się czekać nie chciało i liczyli na skuteczny atak ze skrzydła, torujący im drogę po bilety. Na takiej zabawie w kotka i myszkę spędziliśmy ostatnie 20 minut.
Wyciąg z cennika: - bilet normalny, góra-dół - 54 zł/os.
Ruszyliśmy. Widoczki coraz ładniejsze. W połowie drogi przesiadka do drugiej gondoli, która pomknęła na szczyt - Kasprowy. Jednak im bliżej było do celu, tym miny nasze przypominały coraz bardziej tragiczną maskę Melpomeny. Nagle słońce się skończyło, widoki również. Ich miejsce zajęła mgła. Tak było już do końca. Na szczycie widoczność sięgała do 15 metrów.
I tyle, drodzy Państwo, mieliśmy z oglądania widoków. Lornetka chyba wiedziała co robi, gdy specjalnie ukryła się w pokoju.
![]() |
| Musicie mi uwierzyć, to Kasprowy Wierch. |
Pięknie, prawda?
Ten punkt programu nadal uważam za nie zaliczony. Nie zobaczyć Kasprowego z Kasprowego to już ... szczyt szczytów :)
![]() |
| Kolej krzesełkowa Gąsienicowa |
Yashica Mat 124G, Tri-x 400 120, Epson V500.
Etykiety:
cz-b,
Epson,
góry,
Kodak Tri-x,
Yashica Mat 124G,
zima
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Najlepsze oscypki są na placu ... pod Gubałówką
Powrót do podgubałówki. W drodze do kolejki na kolejkę mijamy spora liczbę straganów oferujących wędzony specjał dla fanów sera. Całość transakcji odbywa się pod czujnymi oczami miejskiej awifauny.
W okresie sylwestrowym tłumy na Krupówkach były potężne. Poważnym problemem stało się znalezienie miejsca do uzupełnienia kalorii w postaci obiadu. Dochodziło do tego, że w restauracjach ustawiały się regularne kolejki do konkretnych stolików.
![]() |
| Gołąbki z oscypkami |
Jako żywo przed mymi oczami ukazał się obraz, jaki został opisany w felietonie "Wiosłuj pan te zupe" przez Stefana Wiecheckiego w wydanym w 1968 roku zbiorze "Śmiech śmiechem", nawiasem mówiąc, serdecznie polecam twórczość Wiecha.
Przytoczę mały fragment, mam nadzieję, że ACTA mnie nie zakopie w ogrodzie:
"Zajęliśmy z żoną miniaturowy stolik, (…) Nagle spostrzegłem za sobą jakąś panią, która jedną ręką opierała się o poręcz mego krzesła, a drugą przytrzymywała miłego czteroletniego chłopczyka, usiłującego fiknąć koziołka.
Myślałem, że to ktoś znajomy, i zerwałem się szarmancko z krzesła, żeby się przywitać.
— Czy państwo już zjedli? — zapytała pani z dziecięciem, próbując usadowić się błyskawicznie na moim krześle.
— Ależ nie, jeszcześmy nie zaczęli.
— Szkoda, wobec tego zaczekamy.
W tej chwili przyniesiono nam zupę. Wzięliśmy się raźno do jedzenia, bo przede wszystkim za krzesłem czekała pani, a po drugie, jej synek kopał mnie miarowo i systematycznie w kostkę.
— Sławuś, stój spokojnie, przeszkadzasz panu jeść, w ten sposób będziemy czekali jeszcze dłużej — monitowała chłopca mama.
Usiłowałem przyspieszyć spożycie, ale było to dość trudne, bo zupa parzyła.
— Zwłaszcza że, proszę pani, zupa gorąca — usiłowałem tłumaczyć się kandydatce na moje miejsce.
— Co on mówi? — dobiegł mnie potężny bas, jakby spoza niej. Obejrzałem się; istotnie, za panią z synkiem stał niski brunet w pomidorowym wdzianku.
— Ten pan mówi, że zupa gorąca.
— Trajluje, tu zupy są zawsze zimne —odparł na to bas.
— Lipa. W lokalu chce facet za swoje parę złotych dłużej posiedzieć — podtrzymywał go jakiś śpiewny dyszkant. — Wiosłuj pan te zupę prędzej. Wtedy dopiero zauważyłem z przerażeniem, że za brunetem stoi chudy blondynek we wdzianku koloru razowca na miodzie. Kolejkę zamykały dwie starsze panie, robiące na drutach zielone swetry. (...)". (Stefan Wiechecki "Śmiech śmiechem")
W ferworze oczekiwania zdarzy się jednemu czy drugiemu wyjść nie tędy z lokalu lub wygnieść szybę plecami. Wtedy robi się szum, zbiegowisko i przyjeżdża Policja. Tak też stało się i tym razem:
Yashica Mat 124G, Tri-x 400 120, Epson V500.
Etykiety:
cz-b,
Epson,
góry,
Kodak Tri-x,
Yashica Mat 124G,
Zakopane,
zima
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Kolejka na Gubałówkę
Yashica Mat 124G, Tri-x 400 120, Epson V500.
Etykiety:
cz-b,
Epson,
góry,
Kodak Tri-x,
Yashica Mat 124G,
Zakopane,
zima
czwartek, 12 stycznia 2012
Bateria śnieżna
Pod koniec grudnia śnieg leżał beztrosko do 10 km od Zakopanego. Był plusik to i bateria armatek śnieżnych się nudziła. Pozostało im tylko wystawiać rozdziawione japy w stronę słońca i łapać trochę UVałek.
![]() | ||
| Bateria armatek na Szymoszkowej |
Yashica Mat 124G, Tri-x 400 120, Epson V500.
Etykiety:
cz-b,
Epson,
góry,
Kodak Tri-x,
Yashica Mat 124G,
Zakopane,
zima
środa, 27 lipca 2011
Szczyrk, różnice w pułapie chmur :)
Jaka jest różnica pomiędzy pogodnym dniem, a takim ło? A taka:
Technikalia: moja ostatnio ulubiona temperatura barwowa - 5880 K.
![]() |
| Beskidek bezwstydnie odsłonięty |
![]() |
| Beskidek niskimi chmurami okryty |
środa, 20 lipca 2011
Szczyrk, dzień 3 (do południa)
Jest 12:30, na 15:00 przydałoby się iść pod skocznię, aby wydeptać sobie fajne miejsce. Tymczasem z kierunku słowackiego nadchodzą coraz to nowe chmury kłębiasto-mordziaste o dużej zawartości wody. W dolinach przetaczają się kolejne gromy. Nie ładnie.
Wczoraj w niedalekim Żywcu burza poobrywała dachy i narobiła ogólnego bajzlu. Tutaj też polało, ale w granicach rozsądku.
Dzisiaj dominuje to co na obrazku poniżej.
![]() |
| Ktoś tęskni za chłodem? Proszę, mały prezencik. |
czwartek, 29 lipca 2010
Kudowa-Zdrój dzień 4
Poniedziałek, nastał dzień uderzenia na Błędne Skały i Szczeliniec. Mimo złowieszczych prognoz underground.com znowu nam się udało. Na pierwszy ogień poszły Błędne Skały.
| Czeskie Broumovske Steny, widok ze Szczelińca |
Po niedzielnej wycieczce do Pstrążnej tym razem darowaliśmy sobie kozaczenie i do celu pojechaliśmy samochodem. Zresztą, do rezerwatu dojeżdża się pięknie wyasfaltowaną tzw. Szosą stu zakrętów. Moje uwielbienie do takich odcinków spowodowało, że nie było mowy aby wlec się tam jakimś busem czy innym PKSem. Wspaniała zabawa trwała do ok. 2/3 podjazdu, po czym trafiliśmy na kierowców z nizin naszego kraju, którzy na takich górkach czują się jakby zostali zesłani tu za karę. Dalej już grzecznie dotarliśmy do miejsca gdzie podjazd do Błędnych oddziela się od głównej szosy. Za podjazd bocznym asfaltem pod sam rezerwat należy uiścić opłatę w wysokości 10 zł, a możliwy jest on tylko o pełnych godzinach zegarowych, zjazd w połowie godziny. Wycieczkę po Błędnych Skałach otwiera taras widokowy na okolicę. Później zagłębiliśmy się w labirynty utworzone przez erozję.
| Błędne skały |
Zróżnicowanie form skalnych przyprawia o ból głowy i nie każdy obiektyw jest w stanie objąć dość dużo aby pokazać korelacje interesujących skałek z najbliższym otoczeniem. Miejsca jest mało, a ściany niekiedy wysokie. Na szczęście mam Samyanga :D Jedna rada, nie dajcie się porwać nurtowi turystów zaliczających atrakcje. Oni przychodzą tylko po to aby odbębnić poszczególne miejsca lotem błyskawicy, zrobić zdjęcia pamiątkowe rozradowanej rodzinki na tle płyty upamiętniającej zbrodnie II Wojny Światowej i pognać dalej, byle było co znajomym pokazywać. Kiedy udało się przetrzymać najazd Hunów i wycieczki z młodzieżowego obozu letniego, wtedy mogliśmy zwolnić kroku i po napawać się deszczo, mrozo i wiatrodziełem natury.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













