sobota, 13 listopada 2010

Przedwyborcza wolna amerykanka

Na słupach ogłoszeniowych zakwitły w dużych ilościach plakaty wyborcze. Kiedy zwolennicy jednego kandydata kończą przyklejanie swoich, z drugiej strony zasłaniają je popierający innego. Efekty są interesujące. Zewsząd spoglądają na nas same oczy, zaufanie starają się zdobyć zagubione uśmiechy.
Zasada ostatni będą pierwszymi idealnie pasuje do sytuacji.

Oni są wszędzie


niedziela, 1 sierpnia 2010

Kudowa-Zdrój dni kilka

Przy każdym wyjeździe przychodzą dni, kiedy nie chce się niczego specjalnego zwiedzać, bo i stan fizyczny nie pozwala a i pogoda staje się nieprzewidywalna. Pozostaje wtedy dokładniejsze zwiedzenie miejsca pobytu, czyli w naszym przypadku Kudowej. Jak już wspomniałem wcześniej do granicy z Czechami jest bardzo blisko. Wcześniej przechodzi się obok stawu zdrojowego. Na środku umiejscowiono fontannę i maleńką wysepkę. Toń wody wypełniają ławice karasi ozdobnych i karpi. Jedną z rozrywek turystycznych jest karmienie tego pogłowia rybnego. W momencie wrzucenia kawałka chleba do wody ta zaczyna natychmiastowo się gotować. Nadpływają dziesiątki rybek i cmokają do czasu aż z powierzchni nie zniknie wszystko co mogłoby się nadawać do zjedzenia. Widok przypomina karmienie piranii.

Promenada gwiazd. Gołębie też chcą wyszarpać trochę karmy dla siebie.
A jeśli o piraniach mowa, to ich kompletnym przeciwieństwem są pstrągi jakie można próbować wyłowić na łowisku i smażalni pstrąga zlokalizowanej również przy granicy z Czechami, tuż za stawem. Zasada jest prosta, o której już Wam wcześniej pisałem. Albo dostajemy wędkę, kilka ziaren kukurydzy konserwowej, wędkę, wiaderko i idziemy łowić, albo rybkę zamawiamy w barze. Tym razem odezwała się żyłka człowieka pierwotnego ;), wziąłem wędkę i poszedłem nad staw.
Autor podczas połowu. Fot. żona

czwartek, 29 lipca 2010

Kudowa-Zdrój dzień 6

Środa powitała nas niebieskim niebem, kilkoma chmurkami i ciepłem. Decyzja zapadła szybko, jedziemy do Kłodzka. O podziemiach minerskich fortu tylko słyszałem, bo nie dane mi było zobaczyć ich podczas poprzedniej bytności w okolicach. Tutaj też kręcono sceny do ostatniego odcinka „Czterech pancernych i psa”. To w nim kapitan Pawłow rozbroił bombę zegarową zagrażającą całemu miastu. Po szczęśliwie wykonanym zadaniu uradowana załoga wspięła się po schodach fortu aby z góry podziwiać panoramę okolic. Zdradziecko padł strzał. Ostatni tej wojny dla załogi Rudego, ale który śmiertelnie ranił kapitana. Tak jak podczas tej sceny i tym razem na tarasie widokowym wiał wiatr. Widok bardzo się nie zmienił. Oczywiście pojawiły się barierki, aby turyści nie pospychali się w dół, zniknęło kilka drzew a krajobraz „wzbogacił” się o wieżowce. Nie mniej podobieństwa widać na pierwszy rzut oka.
Widok na Kłodzko z tarasu widokowego. Filmowe miejsce śmierci kapitana Pawłowa
Część widoku na Kłodzko. Całą panoramę wrzucę po powrocie do domu.
Filmowe schody, po której wbiegała załoga Rudego. W rzeczywistości są krótsze niż wynikałoby to ze sceny.

Kudowa-Zdrój dzień 5

Wtorek to delikatny wypad do pobliskiego Lewina Kłodzkiego z interesującym kamiennym wiaduktem kolejowym i Wambierzyc z ich imponującą bazyliką.
Most kolejowy w Lewinie Kłodzkim
Lewin Kłodzki jest to wieś leżąca przy drodze krajowej nr 8 pomiędzy Kudową-Zdrój a Dusznikami-Zdrój. Łatwo poznać jego lokalizację, ponieważ na jego terenie leży a raczej stoi monumentalny wiadukt kolejowy z 1905 roku. Wieś jest o tyle ciekawa, że jeszcze do 1946 r. posiadała nadane w 1401 roku prawa miejskie (dla porównania Rzeszów prawa otrzymał w 1354 r.). Miejskość widać do dzisiaj. Zabudowa co prawda mocno dostała po cegłach, ale już na pierwszy rzut oka widać, iż nie jest to pierwsza lepsza wieś. Z ciekawostek, w Lewinie Kłodzkim tuż obok kolejowego wiaduktu swą posiadłość ma Violetta Villas.
Ten sam most i perspektywa ptasia. Na parkingu cierpliwie czeka Hanka.
Lewin Kłodzki

Kudowa-Zdrój dzień 4

Poniedziałek, nastał dzień uderzenia na Błędne Skały i Szczeliniec. Mimo złowieszczych prognoz underground.com znowu nam się udało. Na pierwszy ogień poszły Błędne Skały. 

Czeskie Broumovske Steny, widok ze Szczelińca
Po niedzielnej wycieczce do Pstrążnej tym razem darowaliśmy sobie kozaczenie i do celu pojechaliśmy samochodem. Zresztą, do rezerwatu dojeżdża się pięknie wyasfaltowaną tzw. Szosą stu zakrętów. Moje uwielbienie do takich odcinków spowodowało, że nie było mowy aby wlec się tam jakimś busem czy innym PKSem. Wspaniała zabawa trwała do ok. 2/3 podjazdu, po czym trafiliśmy na kierowców z nizin naszego kraju, którzy na takich górkach czują się jakby zostali zesłani tu za karę. Dalej już grzecznie dotarliśmy do miejsca gdzie podjazd do Błędnych oddziela się od głównej szosy. Za podjazd bocznym asfaltem pod sam rezerwat należy uiścić opłatę w wysokości 10 zł, a możliwy jest on tylko o pełnych godzinach zegarowych, zjazd w połowie godziny. Wycieczkę po Błędnych Skałach otwiera taras widokowy na okolicę. Później zagłębiliśmy się w labirynty utworzone przez erozję. 

Błędne skały
Zróżnicowanie form skalnych przyprawia o ból głowy i nie każdy obiektyw jest w stanie objąć dość dużo aby pokazać korelacje interesujących skałek z najbliższym otoczeniem. Miejsca jest mało, a ściany niekiedy wysokie. Na szczęście mam Samyanga :D Jedna rada, nie dajcie się porwać nurtowi turystów zaliczających atrakcje. Oni przychodzą tylko po to aby odbębnić poszczególne miejsca lotem błyskawicy, zrobić zdjęcia pamiątkowe rozradowanej rodzinki na tle płyty upamiętniającej zbrodnie II Wojny Światowej i pognać dalej, byle było co znajomym pokazywać. Kiedy udało się przetrzymać najazd Hunów i wycieczki z młodzieżowego obozu letniego, wtedy mogliśmy zwolnić kroku i po napawać się deszczo, mrozo i wiatrodziełem natury.